RSS
 

…someday I’ll breathe again…

10 kwi

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Miałam być matką…

25 mar

(…)

Chodziłam na protesty, bo chciałam (chcę), żeby kobiety mogły same decydować o tym czy i kiedy chcą urodzić. Ja też chciałam sama za siebie decydować. A jednak…

Kiedy zachodzi się w ciążę, z kimś kto jest tobie bliższy niż twój własny mąż, który nota bene siedzi i pracuje za granicą państwa naszego, to… to to wcale nie jest takie „łatwe” jak wyjście na ulicę z transparentem.

Stało się. Wyczekiwane przeze mnie maleństwo, tak szybko jak się pojawiło, musiało opuścić ten świat. Nawet nie zdążyłam się ciążą nacieszyć, bo ledwo zrobiłam (pozytywny) test ciążowy to ON zadecydował, że trzeba się TEGO „pozbyć”.

Posłuchałam. Bo nawet nie miałam czasu do namysłu. Bo chyba faktycznie to jedyne wyjście. Bo sama nie wiem…

Przywiózł mi tabletki. Pierdoły higieniczne. Nawet czasopismo rockowe, żeby mi się nie nudziło pod kocem. Bo tak to właśnie miało wyglądać… Miałam leżeć pod kocem, pozbywać się ciąży i zdychać psychicznie.

A On? Nadal mnie kocha. Podobno. Ale co to za miłość? Co to za uczucie?

Nie wiem. To już dla mnie obcy człowiek jest.

A ja zdycham psychicznie. Pod tym kocem.

Już mnie nie ma.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Niby jesień… ale wiosna.

29 wrz

Znów przeżywamy renesans naszego związku. Od jakiegoś czasu jest między nami fantastycznie. Dogadujemy się, mamy dla siebie czas, kochamy, pragniemy, tęsknimy… Jest cudownie! Te motylki w brzuchu kiedy widzę GO uśmiechniętego są cudowne. JEGO dotyk jest cudowny. Kiedy mnie tuli, całuje, pieści i kocha czuję się wtedy cudownie.

Cudownie jest dostać od NIEGO bukiecik róż w poniedziałkowy ranek. Tak po prostu, bez okazji. Cudownie jest trzymać swoją dłoń w JEGO dłoni i widzieć spadającą gwiazdę. Cudownie jest iść w JEGO objęciach w mieście, w którym nikt nas nie zna i słyszeć od NIEGO, że wszyscy MU zazdroszczą.

ON jest cudowny.

Życie jest cudowne.

Z NIM przy boku.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Problemy

05 sie

…ciąg dalszy…

 

Miś… :( przytul…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

„Powiem ci coś”

26 lip

„…miłość to nie picie wody przez słomkę, zwłaszcza gdy czuję pragnienie, którego nie da sie zaspokoić małymi łykami…”

-Piotr Adamczyk

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Anioły też odchodzą…

20 lip

Mówią, że do tanga trzeba dwojga… I mają rację.

Kiedy Ty bardzo chcesz, pragniesz i potrzebujesz… a On nie czuje tego samego – odpuść.

Nie obarczaj Go swoimi problemami. Nie oczekuj zrozumienia. Nie staraj się zatrzymać Go przy sobie za wszelką cenę. Jeśli mówi, że nie chce z tobą być i nie chce, żebyś wracała… to naprawdę odpuść.

Kiedy życie wali ci się z dnia na dzień… nie czekaj na pomoc. Zrób coś sama. Jeśli sobie teraz poradzisz to dasz radę ze wszystkim. Jeśli nie… to nawet nie chcę wiedzieć co mnie czeka za kilka dni, tygodni…

Mój Anioł zechciał odejść. Przeganiając mnie przy tym do kogoś innego… Czuję się jak porzucony pies. Jak zabawka. Może się zepsułam. Może znudziłam. Może los podarował Mu „nową” zabawkę. Pewnie jest lepsza, ładniejsza, milsza i bez tych wszystkich glupich problemów… A Ty stara zabawko radź sobie teraz sama. Nie miej żalu. Nie pasowałaś i już. Nie dreptałaś obok Niego równym krokiem na Jego ścieżce. Idź swoją drogą. Z tej drogi nikt Cię nie wyrzuci. A że masz złamane serce? To nic. Ludzie skrzywdzeni też jakoś żyją.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Ciężko mi ostatnio…

01 lip

…na szczęście jest ON.

20160701_083623

Jesteś moim Aniołem. Dziękuję Ci za wszystko.

 

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nie chcę zapeszać…

21 cze

…ale jest tak dobrze, że aż powinno nas mdlić. ;)

Od naszego powrotu jest pięknie. Nie kłócimy się, nie strzelamy fochami, nie jesteśmy zazdrośni… bo naprawdę nie ma o co. Może to rozstanie to był jakiś zwrot. Jakiś taki punkt, moment, w którym postanowiłam opanować złe emocje. Chyba właśnie tak jest…

Teraz naprawdę się sobą cieszymy. Calebrujemy każdą wspólną chwilę. I cieszy nas to co mamy.

Jak np w dniu wczorajszym… oboje mielismy wolny dzień od pracy i od naszych małżonków. Umówiliśmy się na wczesny ranek, a ja z tej radości nie spałam już od 5:00 :D

Miś zadzwonił wcześnie rano i powiedział, że zabiera mnie do miasta piernikowego. Tam jeszcze razem nie byliśmy… :) Zaczęliśmy od „śniadania dla dwojga” w przytulnej knajpie a potem poszliśmy do hostelu. Było pięknie. Pomijając (jak zwykle) fantastyczny seks… to to śniadanie gdzie podawał mi jajecznicę i smarował bułeczki były najlepszą częścią tego dnia. Siedziałam naprzeciw Niego jak zahipnotyzowana. To był chyba najlepszy nasz wspólny dzień ever. Mogliśmy wreszcie iść za rękę… tak jak robią to zakochani, którzy nie muszą się ukrywać przed światem.

A seks? W łóżku… pod prysznicem… i przy oknie z widokiem na rynek to było coś magicznego. Wreszcie mieliśmy siebie na dłużej niż zwykle.

Wieczór natomiast spędziłam z przyjaciółką, która…. od pewnego czasu o NAS wie. I nie żałuję, że jej o moim drugim życiu powiedziałam. Teraz mogę mówić jej naprawdę o wszystkim. A kiedy po spotkaniu z Michem słyszę od niej „opowiadaj” jestem naprawdę szczęśliwa, ale też spokojna. Ona o NIM po prostu wie. Ba! Ona już GO zna. I to jest jeszcze fajniejsze.

A poniedziałek mili państwo może być naprawdę cudowny. Wystarczy mieć przy sobie najbliższą sercu osobę. Czego wszystkim na świecie życzę. :)

Peace. ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

My to MY.

17 kwi

Kiedy w zaledwie kilka dni po rozstaniu stanałeś przede mną i ze spuszczoną głową zapytałeś czy mogłabym wrócić… poczułam, że Ty nie możesz beze mnie tak samo jak ja bez Ciebie.

Wyglądałeś przesłodķo. Mówiłeś o nas tak słodko. I nadal słodko całujesz…

My to MY. Nie możemy żyć osobno. 

Wiesz o tym, prawda?

Wiesz tak samo jak ja.

I kochasz tak jak ja.

Prawdziwie.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Serce w kawałkach.

08 kwi

Kochałam kwiecień. To był dla mnie najlepszy miesiąc… do teraz. Teraz kwietnia nienawidzę.

W kwietniu dwa lata wstecz poznałam MIŁOŚĆ swojego życia  (piszę to z pełną świadomością i odpowiedzialnością). Zakochałam się do szaleństwa. Najpierw szczeniackim zauroczeniem, które z każdym tygodniem i miesiącem przeradzało się w dojrzałe i szczere uczucie. A potem – jak ON stwierdził – wszystko zaczęło przypominać stare małżeństwo…

Cały czas byłam przekonana, że od szarości swojego „starego małżeństwa” uciekał właśnie do mnie. Tymczasem ja sama zgotowałam MU większe piekło niż ma niejeden facet w związku na siłę… A ja naprawdę nie chciałam do tego doprowadzić.

Kochałam. Naprawdę kochałam, kocham i kochać już będę zawsze. ON też mnie kochał. Wierzę w to. Czy kocha nadal…? Nie wiem. Chyba nie, bo skoro mnie zostawił… Może JEGO uczucie, którym mnie przez dwa lata otaczał zmieniłam w pogardę…? Nieświadomie oczywiście. Nigdy nie chciałam by między nami było źle… Ale mój upór i ciężki charakter wzięły górę nad zdrowym rozsądkiem.

Było między nami wszystko. Wspomniane już zauroczenie, tęsknota, pragnienie, ciekawość, pożądanie, miłość, zazdrość, zrozumienie i pełna akceptacja. Pogubiliśmy gdzieś to wszystko po drodze… a raczej ja to co dobre przegoniłam.

Zawsze starał się wszystko naprawić kiedy mi do głowy strzelały kolejne fochy. Wiedziałam, że MU zależy… I chyba właśnie dlatego ja się poczułam w tym związku zbyt pewnie. A wtedy ON powiedział DOŚĆ. 

Wpadłam w popłoch. Prosiłam, błagałam, żeby nie odchodził. Pierwszy raz w swoim życiu zachowałam się tak wobec mężczyzny. Nigdy nikogo nie prosiłam, żeby został. Nigdy nie płakałam żadnemu facetowi do słuchawki dlatego, że odchodzi. Tylko ON jest tego wart. I błagałabym GO do upadłego, ale… nie chcę GO jeszcze bardziej do siebie zrazić. Już się i tak wystarczająco w JEGO oczach upokorzyłam.

Pogadaliśmy wczoraj przez telefon już na spokojnie. Tzn ON mówił spokojnie, ja jestem na uspokajających tabletkach. Ale to przykre, że po tym wszystkim taką rozmowę przeprowadziliśmy przez telefon. Widocznie nie zasłużyłam na szczerość prosto w oczy… Podczas tej rozmowy ON wyjaśnił mi co i jak. Nie godzę się z tym co stwierdził, ale nie mam innego wyjścia. Muszę to przyjąć. Muszę przeżyć nasze rozstanie i koniec naszego – najważniejszego w moim życiu – związku.

„Chcę między nami normalnej relacji.” Nie rozumiem tego. To co było między nami przez ostatnie dwa lata to była właśnie dla mnie „normalna relacja”. Nie chcę być JEGO jakąś tam koleżanką, ktorych ma na pęczki. Bo do tej pory czułam się dla NIEGO kimś wyjątkowym. Teraz – nikim.

Poświęciłam się jak mogłam. Zmieniłam się przy NIM i dla NIEGO. Dla NIEGO i dzięki NIEMU wyszłam z choroby. Dla NIEGO zapuściłam włosy. Sama wolę krótkie, ale ON lubi długie więc to było dla mnie ważniejsze. Dla NIEGO było wszystko. Może to błahostki, no ale…

W najgorszych snach, nigdy nie spodziewałam się, że to wszystko tak się skończy. Mówił, że będzie zawsze. A ja wierzyłam. Wierzyłam i ufałam. Tylko przed NIM się tak otworzyłam. Wiedział wszystko. Trzymał mnie w pionie. A teraz moje życie – tak bardzo od NIEGO zależne – legło w gruzach. Rozsypało się jak domek z kart. Nasze rozstanie spadło na mnie jak bomba i rozpieprzyło moje serce na miliony kawałków.

To serce nadal kocha… ale teraz już musi milczeć. Teraz może kochać po cichu i z daleka. I tak jak mnie to uczucie cieszyło tak teraz powoduje wielki ból.

Z NIM przekraczałam swoje granice i odkrywałam w sobie coś co było uśpione… I mieliśmy mnóstwo planów, pełno pomysłów. Tylu rzeczy chcieliśmy spróbować… RAZEM.

Nie zdążyliśmy…

Nie, nie jest mi przykro. Przykro to mi było jak mnie nazwał „rozkapryszoną księżniczką”. Teraz nie wiem jak mam żyć, bo straciłam coś co było w moim życiu najważniejsze. To było jak powietrze potrzebne do życia. Jak mam teraz żyć bez powietrza…?

Już nawet nie spieszę się do pracy. Przyjeżdżam później i wchodzę ze spuszczoną głową, bo wiem, że już nikt na mnie nie czeka. Nie dostaję już od NIEGO buziaka na dzień dobry, nie życzy mi też dobrej nocy. A ja mimo tego, że dobrze o tym wiem to i tak sprawdzam wiadomości odruchowo. Telefon milczy. Jest cichutko. Wręcz głucho.

…Powiedziałeś, że niewiele się zmieni. Że nadal będziesz obok, że bedziesz się o mnie troszczył tak jak do tej pory, że nadal będziesz mnie odwiedzać. Ale pewnie powiedziałeś to tylko po to, żeby mnie uspokoić… i chyba sam sobie nie wierzysz. Od kilku już dni nawet nie rozmawiamy. Mam zresztą wrażenie, że już teraz mnie unikasz, że jesteś coraz bardziej dla mnie nieosiągalny. Boję się, że będziesz się stopniowo teraz ode mnie odsuwał by za miesiąc czy dwa zupelnie zapomnieć o mnie i o tym co razem przeżyliśmy.

Straszne jest to uczucie. Wolałabym nie czuć nic zamiast tego co noszę teraz w roztrzaskanym sercu.

Bałeś się kiedyś, że złamię Ci serce… Nie chciałeś się na początku zakochiwać, bo twierdziłeś, że drugiego porzucenia nie zniesiesz… Dlaczego więc złamałeś serce mi? Myślisz, że ja jestem silniejsza? Że kiedyś się pozbieram? Nie wiem czy dam radę kiedykolwiek…

Mimo wszystko DZIĘKUJĘ. To był najwspanialszy czas w moim życiu. Wiele dzięki Tobie zyskałam… (choć jeszcze więcej straciłam)

I mimo tego strasznego bólu, złamanego serca, cierpienia i czarnej rozpaczy ja nadal Cię kocham i będę kochać. Chyba nawet teraz poczułam jak bardzo.

Jesteś w moim życiu najważniejszy. Wiesz o tym doskonale. Masz też najlepsze miejsce w moim sercu. I to też się nie zmieni. Nigdy.

…Myślę, że to ostatni mój wpis na tym blogu. On pojawił się, bo pojawiłeś się Ty i teraz kiedy odchodzisz… on też pewnie zniknie gdzieś w czeluściach. Razem z Tobą odchodzi wszystko co dobre. Zostaje pustka i moje złamane serce… ale też miliony pięknych wspomnień – a tego na szczęście nikt nie może mi odebrać.

Chciałabym bardzo, żebyś chociaż rozmawiał ze mną normalnie i nie starał się przede mną ukrywać. Może jeszcze kiedyś się do mnie uśmiechniesz… Może kiedyś…

Na zawsze Twoja

 Tylko Twoja

Pau.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii